#123 | CoverToCover | Blueberry Hill – 19/02/2021

Przeważnie pojawiają się w tym cyklu kompozycje, które zaczynały jako błahe piosenki, tematy filmowe, albo nieco ciekawsze przeboje muzyki popularnej, lub co najwyżej rockowe klasyki, a później znalazły drogę do świata jazzu.

Tym razem było odwrotnie. „Blueberry Hill” to utwór, który napisali zawodowi twórcy popularnych melodii tanecznych w 1940 roku. W ich dorobku, tym wspólnym i każdego z trzech współtwórców osobno jest sporo przebojów, jednak z pewnością całej trójki „Blueberry Hill” był największym sukcesem. Tych najbardziej znanych nagrań, dokonanych przez muzyków nieznanego jeszcze w 1940 roku świata rock and rolla nie dożył najstarszy z nich – Vincent Rose, który zmarł w 1944 roku. Za to Larry Stock i Al Lewis z pewnością mieli całkiem wygodną emeryturę w nieoczekiwany sposób zapewnioną przez drugą młodość ich kompozycji.

Pierwszą orkiestrą, która nagrała „Blueberry Hill” był zespół rozrywkowy prowadzony przez Sammy Kaye’a, jednak już kilka tygodni później, w 1940 roku utwór nagrał Gene Krupa, a na listy przebojów wprowadził go Glenn Miller. W tym samym czasie po raz pierwszy utwór znalazł się w filmie, śpiewał go popularny wtedy Gene Autry w „The Singing Hill”. Big band Glenna Millera nagrał „Blueberry Hill” kilka razy, jednak żadna z wersji nie doszła do pierwszego miejsca na listach przebojów. Ta sztuka nie udała się również Louisowi Armstrongowi kilka lat później. Ten próbował najpierw z orkiestrą Gordona Jenkinsa, a później za sprawą kilku radiowych nagrań w towarzystwie Binga Crosby (jako prowadzącego audycje w lokalnych rozgłośniach radiowych).

„Blueberry Hill” nie była jednak tylko piosenką graną przez orkiestry jazzowe do tańca. Najlepszym dowodem jest nagranie Clifforda Browna i Zootsa Simmsa, które powstało zanim utwór stał się niezwykle popularnym przebojem rock and rolla.

Podobno to któreś z wykonań duetu Louis Armstrong – Bing Crosby przekonało do nagrania tego utworu Fatsa Domino. Do dziś to właśnie jego nagranie z 1956 roku jest najbardziej znaną interpretacją „Blueberry Hill”. Wykonawcy rock and rolla często podbierali sobie przeboje. Część młodzieży słuchała znanych melodii, a nie konkretnych wykonawców. Można więc było poczekać rok albo dwa od wylansowania przeboju i nagrać go po raz kolejny. To był dobry sposób na zarobienie całkiem niezłych pieniędzy (jeśli było się na przykład Elvisem Presleyem) i okazja do wypełnienia stron B singli z własnymi premierowymi przebojami i płyt długogrających, które w złotych latach rock and rolla były zbiorem znanych już i sprzedanych na singlach przebojów, a nie kandydatów do wylansowania na przyszłych wkładach do szaf grających. W ten sposób dorobili sobie między innymi Bill Haley, Conway Twitty, Chubby Checker, wspomniany już Elvis Presley, w Europie Cliff Richard i Johnny Hallyday, a także Little Richard i kilku innych mistrzów recyclingu przebojów. Grali też „Blueberry Hill” Led Zeppelin i The Beach Boys. Dziś temat powraca raczej tylko w repertuarze niezliczonych wersji orkiestr Glenna Millera i przy okazji przypominania dorobku Fatsa Domino, z którym powszechnie jest kojarzony. Spotkałem nawet całkiem nowe płyty, na których Fats Domino wymieniany jest jako kompozytor „Blueberry Hill”. W ten oto sposób temat o krótkiej karierze filmowej (nie został napisany do filmu), który był standardem orkiestry Glenna Millera stał się standardem rock and rolla a dziś jest żelaznym elementem neo-swingu i nowego rockabilly.
Logo