#128 | CoverToCover | Ol’ Man River – 13/04/2021

Tekstem utwór uzupełnił Oscar Hammerstein II. Musical odniósł na Broadwayu sukces i okazał się przełomowym przedstawieniem w historii tego gatunku. Po raz pierwszy przedstawienie muzyczne opowiadało konsekwentnie spójną historię, w dodatku nie o miłosnych rozterkach, ale o niełatwym życiu załogi pasażerskiego statku wycieczkowego pływającego po Missisipi, w tym również o problemach międzyrasowych, co było w 1927 roku na Broadwayu dość odważnym przedsięwzięciem.

Kryzys finansowy w USA zahamował nieco ową rewolucję stylistyczną zapoczątkowaną przez „Show Boat”, ale Oscar Hammerstein II miał wrócić do swoich rewolucyjnych fabularnych pomysłów za sprawą współpracy z Richardem Rodgersem w latach czterdziestych, kiedy mimo wojny było już trochę pieniędzy na rozrywkę i nowe przedstawienia teatralno-muzyczne. Razem mieli zrobić „Carousel”, „Allegro”, „South Pacific” a później „Sound And Music”.

„Ol’ Man Music” pojawia się na scenie „Show Boat” kilka razy, stając się tematem przewodnim całego przedstawienia. W polskiej wersji, a było ich kilka, utwór często ma tytuł „Missisipi”, a całe przedstawienie „Statek komediantów”. W pierwszej wersji w 1927 roku utwór śpiewał Jules Bledsoe, jeden z pierwszych czarnoskórych artystów zatrudnionych na Broadwayu. Przedstawienie wielokrotnie wracało na amerykańskie i europejskie sceny. Było też wystawiane w Polsce.

Utwór szybko trafił na jazzowe sceny. Już w 1928 roku nagrała go orkiestra Paula Whitemana z udziałem wtedy dopiero aspirującego do wielkiej kariery Binga Crosby i Bixa Beiderbecke na kornecie. Za wokalną wersję oryginalną i do tego niezwykle przejmującą należy uznać rejestrację Paula Robesona, dla którego rolę w musicalu zaplanowali twórcy, ale nie mógł wziąć udziału w premierowym wystawieniu sztuki, zagrał za to rolę Joe w adaptacji filmowej z 1936 roku. Nagranie Whitemana, nawet z udziałem Crosby’ego nie wystarczyłoby raczej, żeby „Ol’ Man River” przetrwało do dziś. Nieśmiertelność zapewnił piosence, tak jak wielu innym Frank Sinatra, który zaśpiewał utwór w mocno naciąganej i zmieniającej wiele faktów filmowej biografii Jerome Kerne’a „Till The Clouds Roll By” w 1946 roku.

Potem jakoś już poszło. Ja do audycji wybieram tym razem głownie wersje instrumentalne, piosenek musicie poszukać na licznych składankach starszych nagrań albo w serwisach streamingowych (wymienione powyżej wersje Binga Crosby’ego, Sinatry i Paula Robesona będą dobrym startem). Moim zdaniem melodia jest ciekawsze od tekstu, co zresztą pokazują liczne nagrania. Prezentację nalepszych wersji instrumentalnych rozpoczyna najstarsza z moich czterech ulubionych w wykonaniu tenorzysty Ike’a Quebeca. Do tego dodaję Jimmy Smitha na Hammondzie ze świetnego albumu „Bashin’” i współczesną interpretację Marca Ribota. Zaglądając kiedy tylko warto do rockowego świata (tym razem z tekstem piosenki), krótką listę najlepszych wersji „Ol’ Man River” uzupełniam o nagrania Jeffa Becka – tu skład jest sensacyjny niezwykle – to właściwie encyklopedia największych rockowych zespołów wczesnych lat sześćdziesiątych. Oprócz Becka (który akurat wtedy wziął się za jazz-rock), usłyszycie Roda Stewarta, Johna Paula Jonesa (kilka tygodni po tym nagraniu został współzałożycielem Led Zeppelin), Ronnie Wooda (od 1975 roku był członkiem The Rolling Stones, a w chwili nagrania albumu „Truth” Jeffa Becka udzielał się w grupie Small Faces i z Rodem Stewartem i bratem Artem Woodem tworzył dziś zapomniany zespół Quiet Melon), bluesowy perkusista Mick Waller i grający na kotłach Keith Moon, członek popularnej już wtedy grupy The Who.


Logo