#145 | CoverToCover | While My Guitar Gently Weeps – 03/07/2021

To jeden z tych utworów, który gdyby w czasie istnienia zespołu istniał zwyczaj nagrywania przez jego członków solowych projektów, pewnie nigdy nie znalazłby się na płycie zespołu. Niektórzy uważają, że solowe projekty są receptą na długowieczność Rolling Stones, a ich brak był jedną z przyczyn rozpadu The Beatles w momencie, w którym muzyka zespołu zdążała w ciekawym i kreatywnym kierunku. Łatwiej jest jednak zachować artystyczną jedność i osobistą przyjaźń grając amerykańskie przeboje rock and rolla czy własne piosenki pop. Kiedy zaczyna się eksperymentować, każdy ciągnie w nieco inna stronę.

„While My Guitar Gently Weeps” to kompozycja napisana przez George’a Harrisona inspirowana jego wyprawą do Indii i lekturą „I Ching”. Pierwsze demo Harrison nagrał sam, bez udziału pozostałych muzyków, a nad kolejną wersją pracował w studiu również sam, omijając konieczność spotkania członków zespołu. Tak wyglądały niemal całe prace nad „White Album”, każdy z wielkiej czwórki w domowym zaciszu, albo w studiu, kiedy nie było pozostałych.

W 1968 roku George Harrison przyjaźnił się z Erick’iem Claptonem, później zresztą, kiedy ten odbił mu żonę, też się z nim przyjaźnił. Zaproponował Claptonowi zagranie gitarowej solówki w swoim utworze, który przygotowywał na nową płytę The Beatles. Początkowo Clapton nie chciał tego zrobić, bo uważał, że na płytach The Beatles nie powinni grać inni muzycy, w szczególności znani już w środowisku. Jednak zgodził się i podczas jednej z wizyt w studiu pożyczył od Harrisona gitarę, która zresztą była mu znana, bo kilka miesięcy wcześniej podarował mu ją i zagrał solo w „While My Guitar Gently Weeps”. W ten sposób piosenka stała się nie tylko jedną z pamiętanych z „White Album” kompozycji, ale również gitarowym przebojem grywanym przez innych gitarzystów, którzy chcieli naśladować Claptona.

„White Album” był początkiem końca The Beatles. W jakiś cudowny sposób z piosenek, które pisali w zupełnym oderwaniu od wcześniejszego stylu zespołu udało się nie tylko poskładać podwójny album, dziś rozszerzony w luksusowych wydaniach o wiele ciekawych dodatków, ale też stworzyć z tego wszystkiego (to zasługa George’a Martina) spójne, przynamniej w tej pierwotnej wersji dwupłytowe arcydzieło uważane za jeden z najważniejszych albumów zespołu.

Tak jak w zasadzie niemal wszystkie kompozycje z płyt The Beatles, również „While My Guitar Gently Weeps” cieszy się powodzeniem na licznych płytach z covera utworów zespołu. Moda na takie wydawnictwa zaczęła się jeszcze, kiedy zespół istniał i trwa nieprzerwanie do dzisiaj. Melodie znają wszyscy i wielu chętnie sięga po nagrania w wykonaniu innych znanych i ulubionych muzyków.

Łamiąc taką właśnie konwencję, a muszę również lojalnie Was ostrzec, że nie wszystkie projekty typu „Tribute To The Beatles” są muzycznie udane, różnych od oryginału i ciekawych muzycznie nagrań „While My Guitar Gently Weeps” szukałem głównie na płytach, które nie są w całości poświęcone muzyce zespołu. O wyborze tej kompozycji do kolejnego odcinka CoverToCover zdecydowało nagranie solo w wykonaniu Marca Ribota, który zdecydował się na dekompozycję melodii i przetworzył ją w twórczy, choć nieco kontrowersyjny sposób.

Całość uzupełnia całkiem udana wersja z niekoniecznie w całości dobrej płyty Carlosa Santany „Guitar Heaven: The Greatest Guitar Classics Of All Time”. Album jako całość uważam za nieco zmarnowany dobry pomysł, ale w towarzystwie muzyków mających wiele wspólnego z jazzem – Dennisa Chambersa i Benny Retvielda a także zaglądającego na jazzowe podwórko Yo-Yo Ma Santana wypada przekonująco. Całość uzupełnia koncertowe nagranie George Harrisona, który nigdy nie był tak dobrym gitarzystą jak Eric Clapton, ale przez dwadzieścia lat od nagrania oryginału sporo się nauczył. Na jednym z charytatywnych koncertów zagrał swój utwór a wokalistą w tym nagraniu jest Phil Collins.

Logo