#58 | Cover To Cover | Air On The G String (Orchestral Suite No. 3 in D major, BWV 1068) – 04/02/2021

Muzykę klasyczna, dawną i zapisaną starannie w nutach zostawiam sobie zawsze na później, choć mam wrażenie, że to później już nigdy nie nastąpi, jednak poszukiwanie śladów obecności kompozytorów sprzed setek lat we współczesnej muzyce rozrywkowej i improwizowanej to całkiem ciekawe zajęcie. W przypadku kompozycji Jana Sebastiana Bacha w zasadzie nie jest to trudne, bowiem wariacje goldbergowskie na jazzowe salony wprowadził Glen Gould, którego uważam za absolutnie jazzowego muzyka, być może nawet jednego z największych pianistów jazzowych wszechczasów. Jak ktoś nie wierzy, niech sobie posłucha. Za ten cykl wziął się również całkiem udanie Keith Jarrett, ale z całym do niego szacunkiem, do Goulda mu daleko.

Dziś jednak o Arii na strunie G, czyli fragmencie suity orkiestrowej D-dur numer 3, w oficjalnym katalogu dzieł Bacha oznaczonym numerkiem BVW 1068. W wersji dla bardziej dociekliwych - Bach Werke Verzeichnis (BWV) to katalog dzieł Bacha opracowany krótko po II wojnie światowej, jak możecie spodziewać się po nazwie, przez niemieckich fanów, a raczej bardziej archiwistów. Kompozytorzy w dawnych czasach (Bach żył na przełomie XVII i XVIII wieku) nie nazywali swoich kompozycji jakoś szczególnie, bowiem w większości przypadków zabierali się za pracę nad utworem dopiero, kiedy dostali sowitą przedpłatę. Nie martwili się później o sprzedaż i o chwytliwy refren, choć wiele utworów powstałych przed wynalezieniem fonografu ma całkiem łatwe do zapamiętania melodie. Podobnie jest z Arią na strunie G, która posługując się dzisiejszą terminologią – mogłaby być singlem z Suity orkiestrowej numer 3 BWV 1068. Taka nazwa nieodmiennie kojarzy mi się z zupełnie beznadziejnymi nazwami samochodów, które również nic nie znaczą. Kiedyś nie rozumiałem, czemu globalne produkty mają najczęściej numerki, czasem bardzo skomplikowane, a nie nazwy. Oświeciło mnie, kiedy zostałem po raz pierwszy poproszony o zrecenzowanie ponad setki nowych nazw, które mój ówczesny pracodawca, globalny koncern zarejestrował sobie na zapas na całym świecie dla produktów, których nie było nawet w najdalej wybiegających w przyszłość planach produkcyjnych, nawet tych, które istniały tylko na slajdach. Otóż problem tkwi w tym, że piosenka może mieć nazwę własną, albo imię, lub jakiś fragment refrenu jako tytuł. Produkt musi mieć jedno słowo. Cokolwiek się nie wymyśli, jeśli zapyta się swoich ludzi w setce albo lepiej krajów, czy im się źle nie kojarzy, nawet jeśli wylosujecie słowo nieistniejące i zupełnie bez sensu, zawsze znajdzie się jeden, któremu się kojarzy, z seksem, polityką, przemocą, albo innymi paskudztwami. No i cała robota drogiej agencji reklamowej od wymyślania słów idzie na marne. Może więc warto jazzowe standardy też zwyczajnie numerować…?

Miało być jednak o znanej melodyjce Bacha. Z przyczyn oczywistych kompozytor, ani żaden współczesny jemu muzyk dziś nie zagra, za to postarałem się zapewnić Wam niezłą stylistyczną paletę barw. Dla mnie wykonaniem wzorcowym jest nagranie połączonych sił The Modern Jazz Quartet i The Swingle Singers z fantastycznej płyty „Place Vendome”, która od dawna jest już w moim Kanonie Jazzu. Zespół Warda Swingle nagrał Arię na strunę G również bez The Modern Jazz Quartet na płycie wypełnionej niemal a capella zaśpiewanymi kompozycjami Bacha z 1963 roku o sprytnie wymyślonym tytule „Jazz Sebastian Bach”. W środku z tytułami było już trudniej, bo obok BVW 1068 umieścili też fantastyczne BVW 1080, 645, 880, a nawet 871 i parę innych fantastycznych numerów.

Suita Orkiestrowa BVW 1068 jak sama nazwa wskazuje, powstała z myślą o orkiestrze symfonicznej. Transkrypcję Arii na strunę G na dwa instrumenty (skrzypce i fortepian) zawdzięczamy Augustowi Emilowi Danielowi Ferdinandowi Wilhelmj’emu (to jeden człowiek, musiał mieć wielu słynnych dziadków…). Chociaż pewnie i bez niego ludzie jazzu poradziliby sobie doskonale. Zamieniając skrzypce i fortepian na gitarę i kontrabas (przecież dla muzyków improwizujących to proste i oczywiste) fantastycznie zagrali ten motyw Ray Brown i Laurinho Almeida. Inny słynny basista – Ron Carter postanowił nagrać swój własny album poświęcony muzyce Bacha – „Ron Carter Meets Bach”. Żeby sobie utrudnić zadanie, a może nie znalazł chętnych do pomocy, sam zagrał na kontrabasie, wiolonczeli i paru innych instrumentach podobnych. Niektórzy tą płytę kochają, inni uważają za muzyczny żart. Ja należę do grupy niezdecydowanych, ale Ron Carter może być dumny ze swojej płyty wypełnionej numerami BVW, choć on akurat w bezpośrednim opisie numerów z katalogu nie użył.

Kolejne kameralne wykonania należą do wiolonczelisty Yo-Yo Ma i Bobby McFerrina, a także do Iiro Rantali z udziałem naszego geniusza skrzypiec Adama Bałdycha. Jak usłyszycie ślad Arii na strunę G w „A Whiter Shade of Pale” zespołu Procol Harum, to nie będzie się Wam tylko zdawało, to słuszne skojarzenie, ale Procol Harum też mi się w audycji nie zmieścił.
Logo