#91 | The End – 24/11/2020

Utwór Jima Morrisona jest z pewnością jedną z najsłynniejszych piosenek o zerwaniu autora z dziewczyną w historii muzyki rockowej. Początkowo był zwykłą piosenką, jednak pogrążający się w żalu Morrison rozbudowywał utwór, aż ten stał się niemal 12 minutową dramatyczną epopeją, jaką fani The Doors znają z ich debiutanckiego albumu. Długa forma pozwoliła zespołowi zmieścić w nagraniu nie tylko męki Morrisona, ale też sporo wyśmienitej muzyki. Dziś trudno to sobie wyobrazić, ale tekst zawierający frazy w rodzaju „Ride the snake to the lake” połączony z nieprzewidywalną witalnością i dzikimi tańcami na scenie spowodował wyrzucenie zespołu nawet z tak postępowego miejsca, jakim był w 1966 roku klub Whisky a Go Go w Los Angeles. Jednak The Doors udało się zaistnieć, w równej mierze za sprawą charyzmy Jima Morrisona, co jazzowej wyobraźni Raya Manzarka i Robbie Kriegera. Po śmierci Morrisona w 1971 roku zespół nie za bardzo mógł się zdecydować jaką muzykę chcieliby tworzyć i po nagraniu dwóch kolejnych albumów (w tym moim zdaniem udanego „Full Circle”) i próbie powrotu na scenę w końcówce lat siedemdziesiątych poddać się ostatecznemu rozkładowi. Pozostali muzycy działają na scenie realizując w małej skali swoje własne projekty do dziś (Ray Manzarek zmarł w 2013 roku).

Zespół szybko stał się obiektem kultu, a śmierć Morrisona pomogła stworzyć legendę. Za „The End” trudno zabrać się bez niepowtarzalnej energii wokalisty. Trzy lata po śmierci wokalisty piosenkę zaśpiewała wyśmienicie Nico nagrywając płytę „The End” w towarzystwie Briana Eno i Johna Cale’a. Niedawno „Riders On The Storm” i „The End” przypomniał niemiecki pianista Joachim Kuhn, który w chwili premiery płyty „The Doors” miał dwadzieścia kilka lat i może pamiętać utwory Morrisona z tego okresu. To właśnie Kuhn po raz pierwszy pokazał, że „The End” to również znakomicie napisana melodia.
Logo