Bang Bang (My Baby Shot Me Down) – 08/07/2020

Cher rozwijała swoją karierę solową równolegle do zespołu, który tworzyła z mężem – Sonny & Cher. W ten sposób bywało, że konkurowali na listach przebojów sami ze sobą, bowiem w końcówce lat sześćdziesiątych wylansowali (głównie w USA) całkiem sporo przebojów. Fani do dziś pamiętają „I Got You Babe”, kilka utworów skomponowanych przez Boba Dylana, „All I Really Want To Do”, „Where Do You Go”. Albumy firmowane przez Cher i przez Sonny & Cher w latach sześćdziesiątych składały się zresztą głównie z coverów i kilku kompozycji Sonny Bono, z których najbardziej znaną pozostają do dziś „Bang Bang” i „The Beat Goes On” – wpisany na listę jazzowych standardów przez Gabora Szabo.

Trudno odmówić sprawności realizacyjnej nagraniu Cher, której udało się ten utwór wprowadzić na listy przebojów w wielu krajach. Ja jednak za najważniejszą wczesną wersję „Bang Bang” uważam nagranie Nancy Sinatry, które powstało niemal natychmiast po premierze wersji Cher i zostało umieszczone na płycie „How Does That Grab You?”, która podobnie jak płyty Cher była zbiorem przebojów pożyczonych od innych wykonawców. Tą wersję spopularyzował w 2003 roku Quentin Tarantino, umieszczając nieco zmienioną wersję tego nagrania w kluczowej scenie pierwszej części filmu „Kill Bill”. Połączenie głosu wokalistki i brzmienia gitary Billy Strange’a sprawiło, że widzowie na całym świecie zaczęli szukać starych nagrań Nancy Sinatry.

Utwór Sonny Bono ma niezliczoną ilość przeróżnych interpretacji, przygotowanych przez muzyków pop, raperów, zespołów rockowych i co oczywiście zwykle najciekawsze, wersji improwizowanych przygotowanych przez muzyków jazzowych. Dwie według mnie najciekawsze nowoczesne wariacje na temat „Bang Bang” należą do artystów wytwórni ACT Music – wokalna przygotowana przez Idę Sand i instrumentalna nagrana przez Vincenta Peirani’ego.

Cher w latach osiemdziesiątych przygotowała swoją rockową wizję tego utworu, kiedy po raz kolejny powracała na scenę – tym razem z niezłym sukcesem (album „Cher”). Ja jednak wole kameralne jazzowe wersje. Ida Sand doskonale wykorzystała fantastyczny zespół z Nilsem Landgrenem, Ulfem Wakeniusem i Larsem Danielssonem. Vincent Peirani jest jak zwykle zjawiskowy, szczególnie kiedy pojawia się w studiu razem z Emile Parisienem. Jeśli to Wam nie wystarczy – polecam Stevie Wondera, Gabora Szabo, i pierwsze wykonanie Cher z albumu „The Sonny Side Of Cher”.
Logo