Caroline, No – 23/05/2020

Zresztą cały album, wymieniany często jako jeden z najważniejszych albumów rockowych nie obfitował w przeboje. Na singlach ukazały się zaledwie dwa utwory – „Sloop John B” i „Wouldn't It Be Nice”. „Caroline, No” też ukazał się na singlu i to nawet wcześniej, niż wymienione powyżej utwory, jednak był wtedy podpisywany jedynie nazwiskiem Briana Wilsona, który niemal rok przed wydaniem albumu de facto rozstał się z zespołem, skupiając się na pracy w studiu. Singiel zapowiadał album „Pet Sounds”, jednak specjalnej kariery na światowych listach przebojów nie zrobił. Być może dlatego właśnie dziś album jest płytą zespołu The Beach Boys, a nie Briana Wilsona. Zarówno w 1966 roku, jak i ponad pół wieku później marka umieszczona na produkcie ma znaczenie czasem nawet istotniejsze, niż jakość samego produktu.

Piosenka miała być skierowana do nastolatków, sam Wilson, który zdecydowanie już nastolatkiem nie był, dokonał studyjnej manipulacji przyspieszając o pół tonu taśmę z nagraniem, podwyższając jednocześnie tonację swojego głosu. Chciał, żeby zabrzmiało młodziej. Na singlu piosence towarzyszył wydany wcześniej na płycie „Summer Days (And Summer Nights)” The Beach Boys utwór instrumentalny „Summer Means New Love”. Jak na zapowiedź albumu, który według samego Briana Wilsona miała być pierwszą wielką rockową płytą bez niepotrzebnych utworów wypełniających niepokojąco pustą powierzchnię krążka zespołu, któremu zabrakło pomysłów na wielkie przeboje, wypadło raczej skromnie.

Piosenka miała być klasycznym wyciskaczem łez wzorowanym na kompozycji „Hey Girl” Gerry Gofina i Carole King. Całkiem niedawno Brian Wilson wydał długo oczekiwaną autobiografię, którą napisał z pomocą doświadczonego dziennikarza i autora wielu publikacji Bena Greenmana. Pisząc o „Pet Sounds” Wilson wspomina, że według niego najlepszą kompozycją na płycie jest „God Only Knows”, ale jego ulubioną właśnie „Caroline, No”. Kiedy powstawał materiał na „Pet Sounds” małżeństwo Briana Wilsona miało się całkiem nieźle, ale zaczął odczuwać upływ czasu i dostrzegać, że żony też się starzeją. W ten sposób powstał pomysł na tekst do utworu. Szczekanie, które słychać w końcówce Brian Wilson nagrał sam wykorzystując swoje własne psy – Louie i Banana. Zresztą całą płytę pewnie zrobiłby sam, gdyby miał więcej czasu. Taki los perfekcjonistów, a Brian Wilson jest perfekcjonistą jakich w muzycznym świecie mało.

Przy okazji warto wyjaśnić ostatecznie genezę powstania nazwy albumu, która była przez lata źródłem wielu spekulacji, mimo faktu umieszczenia instrumentalnej kompozycji o tym tytule na płycie. Z pewnością utwór „Pet Sounds” nazywa się tak, bo wypadało mieć na płycie utwór tytułowy. Z pewnością nie jest też najważniejszym fragmentem muzyki na tym krążku. Sam Wilson we wspomnianej już autobiografii stwierdza, że tytuł powstał z połączenia chęci uwiecznienia fascynacji brzmieniem stworzonym przez Phila Spectora (zakodowane inicjały P.S.) z chęcią uwiecznienia dwóch ulubionych psów Wilsona, których szczekanie zamyka album. Dodatkowo muzyka była bardzo prywatna, osobista i stąd Wilson traktował ją jak odgłosy własnego domowego zwierzęcia. Okładka powstała później i nie jest źródłem tytułu albumu.

W oficjalnych opisach dyskograficznych, w tym na okładce albumu figurują członkowie zespołu The Beach Boys, jednak utwór został nagrany przede wszystkim z udziałem muzyków znanych jako The Wrecking Crew. W składzie tego zespołu, w nagraniu „Pet Sounds” wziął udział gitarzysta Barney Kessel. The Beach Boys na scenie byli zupełnie innym zespołem niż w studiu kontrolowanym przez Briana Wilsona. To miało się wkrótce stać źródłem ich kłopotów. To jednak historia, którą możecie poznać z pierwszej ręki czytając „I Am Brian Wilson”.

Po repertuar z „Pet Sounds” sięga wielu jazzowych wykonawców. To doskonałe, choć niekoniecznie w banalny sposób chwytliwe i przebojowe kompozycje. Dlatego też do prezentacji w cyklu CoverToCover wybieram ciekawą wersję instrumentalną w wykonaniu Charlesa Lloyda i całkiem nowe wykonanie Chrissie Hynde (The Pretenders), która z całkiem niezłym skutkiem na emeryturze postanowiła zostać wokalistką jazzową.
Logo