Cry Me A River – 29/07/2020

Nieistotną dla treści filmu rolę piosenkarki zagrała w tym zapomnianym dziś obrazie Ella Fitzgerald, która miała zaśpiewać również przygotowaną przez Arthura Hamiltona piosenkę. Ostatecznie ze sceny z tym utworem reżyser zrezygnował, a Arthur Hamilton napisał do filmu trochę muzyki bez słów. W 1955 roku, kiedy trwały prace nad udźwiękowieniem filmu, żoną (wtedy już w trakcie rozwodu) reżysera była Julie London, wtedy aktorka ze sporym już dorobkiem filmowym, która znała Arthura Hamiltona z czasów szkoły średniej, do której chodzili razem. W Hollywood też ważne są znajomości.

Dziś trudno uwierzyć, że reżyser filmu muzycznego nie dostrzegł potencjału w „Cry Me A River” i nie znalazł w swoim filmie, w którym jest sporo muzyki miejsca dla tej piosenki, w dodatku w wykonaniu Elli Fitzgerald. W 1955 jego żona, Julie London mimo całkiem dobrze rozwijającej się kariery aktorskiej postanowiła zostać piosenkarką. Na początek – pierwszego singla z pierwszej płyty, której jeszcze nie nagrała, postanowiła wybrać „Cry Me A River”. Jak się miało później okazać, jej dorobek muzyczny będzie znacznie ciekawszy i większy niż filmowy. Julie London nagrała ponad 30 albumów. Wiele piosenek w jej wykonaniu ma sporo uroku i jest sprawnie zrealizowanych, jednak jej debiut – album „Julie Is Her Name” z „Cry Me A River” jest najciekawszy i na listach przebojów odniósł w 1955 sukces, jakiego nie udało się powtórzyć jej kolejnym nagraniom. W nagraniu „Cry Me A River” Julie London towarzyszą gitarzysta Barney Kessel i nieco mniej znany basista Ray Leatherwood. Na nagranie piosenki przez Julie London wcale nie nalegał jej ówczesny mąż, który przecież w swoim filmie nie znalazł miejsca dla tej kompozycji. Do tego nagrania namówił Julie London jej kolejny – wtedy jeszcze przyszły mąż – aktor Bobby Troup. Oboje razem zagrali później w latach siedemdziesiątych w amerykańskim serialu telewizyjnym „Emergency!” będącym pierwowzorem wszystkich tak dziś popularnych seriali, których akcja umieszczona jest w szpitalach. Jeśli nazwisko Bobby Troupa wydaje się wam znajome, macie rację, oprócz kariery aktorskiej (głównie telewizyjnej) i matrymonialnej w roli męża Julie London, w historię muzyki Bobby Troup zapisał się jako autor „Route 66” i kilku innych piosenek, śpiewanych przez Franka Sinatrę i innych popularnych piosenkarzy jeszcze w latach czterdziestych. W 1946 roku na listach przebojów było „Route 66” w wykonaniu Nat King Cole’a i Binga Crosby z Andrews Sisters. Wtedy też pierwszą sensowną jazzową wersję tego utworu nagrał Buddy Rich, ale ten utwór to temat na osobną opowieść.

Ella Fitzgerald nagrała „Cry Me A River” dopiero w 1961 roku na płycie „Clap Hands, Here Comes Charlie!”, która nie jest jakimś szczególnie często przypominanym albumem z jej obszernej dyskografii. Od czasu nagrania premierowego Julie London, po utwór często sięgają wokalistki jazzowe, oprócz Elli Fitzgerald, utwór śpiewały między innymi Dinah Washington, Barbra Straisand, później Diana Krall i mało u nas znana, choć wyśmienita australijska wokalistka Kate Ceberano. Po tą kompozycję sięgały też inne wokalistki – między innymi Joan Baez (album „Blowin’ Away”), Shirley Bassey, Dakota Staton, Patti Austin i Natalie Cole. Wśród mężczyzn śpiewających i nagrywających ten utwór znajdziecie między innymi Caba Callowaya, Sama Cooke’a, Joe Cockera (album „Mad Dogs & Englishmen”) i Aarona Neville’a. Utwór sprawdza się również bez tekstu, czego dowodem choćby nagrania Bena Webstera (album „Ben Webster Plays Ballads”), Brother Jacka McDuffa i Barney Wilena.

Ciężko wybrać z długiej listy kilkudziesięciu ciekawych wersji tej kompozycji zaledwie kilka. Chcąc pokazać różne możliwości interpretacji wybieram saksofon z organami - Sonny Stitta z Donem Pattersonem (jeśli usłyszycie w tym nagraniu przez moment dziwne dźwięki to gratuluję czujności – ja też nie wiem, czy to wada techniczna nagrania, czy specyficzny przydźwięk obracającego się głośnika Leslie) i dwa nagrania z wątkiem polskim, który nie pojawia się dostatecznie często w cyklu CoverToCover. Autorką pierwszego takiego wykonania jest singapurska wokalistka Jacintha, która całą płytę poświęciła piosenkom znanym z repertuaru Julie London. W jej amerykańskim zespole często – tak jak i w tym nagraniu pojawia się Darek Oleszkiewicz. Autorką kolejnej interpretacji „Cry My A River” z polskimi korzeniami jest amerykańska wokalistka Deborah Brown, która ten utwór nagrała na wydanym w Polsce albumie „Kansas City Here I Come” z gościnnym udziałem Sylwestra Ostrowskiego, którego akurat w tym utworze nie usłyszymy. Znowu mógł być Jeff Beck (z wybornej płyty „Rock 'N' Roll Party Honouring Les Paul”), ale postanowiłem dać szansę innym…
Logo