Every Breath You Take – 22/04/2020

Dla wielu fanów The Police, album „Synchronicity” był raczej początkiem końca ich zespołu niż szczytem kariery. Tak często zdarza się, kiedy kameralne rockowe i nieco buntownicze trio staje się największym zespołem rockowym na świecie (przynajmniej na chwilę). Sting grał w filmach, Steward Copeland komponował muzykę filmową niezależnie od zespołu, muzycy głównie ze względów podatkowych mieszkali w różnych miejscach i nie spotykali się zbyt często.

Podobno cały album „Synchronicity” Sting, Steward Copeland i Andy Summers nagrali w zasadzie ze sobą nie rozmawiając. Jeśli tak było, to wyszło całkiem nieźle. Sam album był najlepiej sprzedającą się płytą w wielu krajach, a warto pamiętać, że musiał w wielu miejscach konkurować z płytą „Thriller” Michaela Jacksona. Album przyniósł The Police kilka przebojów – „King Of Pain”, „Wrapped Around Your Finger”, „Synchronicity II”, „Walking In Your Footsteps”, „Tea In The Sahara” i oczywiście „Every Breath You Take” miały stanowić fundament ostatniego światowego tourne zespołu i pozostać w repertuarze Stinga na całe dziesięciolecia. Ostatni koncert zespołu odbył się w Australii w marcu 1984 roku. Fani musieli czekać na kolejną okazję obejrzenia The Police na żywo aż do 2007 roku. Powrót okazał się umiarkowanie udany. Kiedy siedziałem na londyńskim stadionie w czasie jednego z koncertów „Reunion Tour” odniosłem wrażenie, że większość widzów oczekiwała od trójki niezwykle kreatywnych muzyków czegoś więcej niż odegrania przebojów sprzed lat. Trudno było się do czegoś przyczepić, jednak biorąc pod uwagę muzyczne dokonania członków zespołu od 1984 do 2007 roku, ja również oczekiwałem czegoś nowego. Muzycy zarobili, miliony fanów miało okazję do wspomnień i tyle. Tylko tyle.

Według niektórych statystyk „Every Breath You Take” jest dziś najczęściej graną w radiu piosenką na świecie od czasu, kiedy takie statystyki zaczęto sporządzać. Dzieje się tak, choć utwór nie ma wielu wersji alternatywnych i nie jest często wybierany przez innych wykonawców. Tak jest zresztą z wieloma piosenkami z repertuaru The Police.

„Every Breath You Take” to kolejny z tysięcy dowodów na to, że najlepsze piosenki powstają, kiedy w życiu twórców nie dzieje się najlepiej. W przypadku Stinga, powstanie tej kompozycji związane było z jego rozstaniem z aktorką Frances Tomelty (wkrótce miał się związać z Trudie Styler, jej przyjaciółką). Wkrótce miało okazać się, że być może inspiracją dla Stinga była piosenka Gene’a Pitneya „Every Breath I Take”, jednak mimo sporych pieniędzy, które „Every Breath You Take” zarabiało i dalej zarabia, nic nie wiadomo o formalnych oskarżeniach o plagiat.

Fantastyczny kompozytor – Sting, wyborny gitarzysta – Andy Summers, który ma na swoim koncie sporo jazzowych projektów (jak choćby album poświęcony kompozycjom Charlesa Mingusa) i jeden z najciekawszych perkusistów rockowych wszech czasów – Steward Copeland stworzyli brzmienie zintegrowane ze swoim repertuarem. Dlatego też warto spoglądać na projekty, niektóre całkiem udane, poświęcone w całości kompozycjom Stinga. Jazzowych akcentów nie sposób nie zauważać w jego własnych zespołach, zatrudniających takich muzyków, jak Branford Marsalis, Darryl Jones, Kenny Kirkland, czy Mino Cinelu. Oprócz pierwszego nagrania studyjnego z albumu „Synchronicity” z kilkunastu dostępnych we własnej kolekcji wersji „Every Breath You Take” wybieram nagranie koncertowe z udziałem Bruce’a Springsteena i niemal freejazzową improwizację duetu Christofa Lauera i Jensa Thomasa (fortepian i saksofon, bez innych instrumentów).
Logo