Space Oddity – 22/04/2020

„Space Oddity” Piosenka po raz pierwszy została wydana w 1967 roku. W Stanach Zjednoczonych, mimo tego, że pierwszy album Davida Bowie był jeszcze mniej znany niż w Wielkiej Brytanii, albumowi nadano inny tytuł – „Man Of Words/Man Of Music”. „Space Oddity” było pierwszym przebojem Bowie’go, więc kolejną reedycję w 1972 roku nazwano już „Space Oddity”. Od tego czasu wszyscy znają album jako ten, na którym znajduje się ta właśnie kompozycja, choć do dziś w wykonaniu innych artystów pojawiają się również inne utwory z tego krążka, w tym „Letter To Hermione” i „Unwashed and Somewhat Slightly Dazed”.

Nie zaliczałem się nigdy do wielkich fanów twórczości Davida Bowie, niektóre jego nagrania ceniłem bardziej, inne nie wydawały mi się interesujące. Uważałem, że Bowie szczyt swoich możliwości osiągnął nagrywając tak zwaną trylogię berlińską – albumy „Low”, „Heroes” i „Lodger”.

Odkryłem go ponownie w Australii, kiedy przypadkiem usłyszałem w sklepie fragment albumu tamtejszego zespołu The Thin White Ukes. To jeden z setek australijskich cover bandów. Większość takich zespołów stara się jak najdokładniej odtworzyć i naśladować brzmienie oryginalnych nagrań, muzycy The Thin White Ukes wybrali zupełnie inną drogę. Stworzyli dekonstrukcję fantastycznych kompozycji Davida Bowie za pomocą własnych głosów i skromnego akompaniamentu opartego na kilku ścieżkach zagranych na ukelele. Bowie bez barokowych dekoracji muzycznych i całego pozamuzycznego show okazał się najlepszych co mogli zrobić dla niego muzycy. Z tego samego wyjazdu przywiozłem równie zaskakującą i również przypadkiem znalezioną w sklepie płytę nagraną solo na akustycznym fortepianie przez Ricka Wakemana, gdzie oprócz „Space Oddity” jest równie doskonała interpretacja „Life On Mars”. To również było dla mnie zaskoczenie, zawsze myślałem, że Wakeman musi mieć całą szafę wymyślnych klawiatur, żeby zaproponować coś ciekawego. Od tej pory poluję na każde jego nowe kameralne wydawnictwo, co i Wam polecam.
Logo