Tears In Heaven – 22/04/2020

„Tears In Heaven” napisali wspólnie Eric Clapton i Will Jennings, chwilę po tragicznej śmierci 4 letniego syna Erica Claptona, który wypadł z okna na 53 piętrze jednego z nowojorskich wieżowców. Krótko po tym tragicznym wydarzeniu Michael Kamen, z którym gitarzysta pracował poprzednio między innymi na ścieżką dźwiękową do „Leathal Weapon” zaproponował Claptonowi wspólne opracowanie muzyki do filmu „Rush”.

Wkrótce Clapton zaśpiewał „Tears In Heaven” na słynnym koncercie MTV Unplugged. To właśnie za sprawą tej płyty piosenka stała się światowym przebojem. Clapton nigdy nie był specjalistą od singlowych przebojów. Na czele list światowych znalazł się tylko jeden raz za sprawą coveru „I Shot A Sheriff” Boba Marleya. To dość niewiarygodne, biorąc pod uwagę znaczenie jego nagrań dla historii bluesa, rocka i całej światowej kultury. Dziś, jeśli ktoś nie pamięta roku 1974 i albumu „461 Ocean Boulevard”, być może postać Erica Claptona kojarzy jedynie z „Tears In Heaven”. Tak być nie powinno i z pewnością w cyklu CoverToCover przypomnę w najbliższym czasie inne doskonałe kompozycje Claptona.

Pierwszym stricte jazzowym wykonaniem „Tears In Heaven” jest doskonała interpretacja z jednej z pierwszych płyt Joshua Redmana – nagranego w znakomitym składzie z Patem Methenym, Charlie Hadenem i Billy Higginsem albumu „Wish”.


Często wracam też do wersji pochodzącej z Japonii, której autorką jest śpiewająca pianistka Keiko Lee. Jak każda dobrze napisana melodia, „Tears In Heaven” sprawdza się na gitarze, saksofonie i fortepianie, w wersji z tekstem, albo bez słów.
Logo