What’d I Say – 11/05/2020

Nie chcę sugerować, że Jimmy Smith, czy John Scofield nie poradzili sobie z tym utworem. Obaj są świetni, jednak Ray Charles i jego elektryczny fortepian Wurlitzer są zwyczajnie nie do podrobienia. Poza tym specyficzny puls oryginalnej wersji jest kwintesencją bluesa, choć wielu uważa, że to pierwszy przebój muzyki soul, którą w zasadzie sam wymyślił i spopularyzował Ray Charles. Nie ma lepszego „What’d I Say”, niż pierwsza, nagrana w 1959 roku wersja mistrza Raya Charlesa.

Co do pomysłu, że „What’d I Say” jest pierwszym przebojem muzyki soul – tu nie mogę się zgodzić, moim zdaniem soul zaczął się od „I Got A Woman” 5 lat wcześniej, jednak nie zmienia to faktu, że soul wymyślił Ray Charles. Z powstaniem utworu wiąże się kilka ciekawostek. Wypada wierzyć samemu autorowi kompozycji, choć ja uczy mnie doświadczenie, często rzetelnie przygotowujący swoje książki biografowie potrafią być dokładniejsi niż sami zainteresowani. Jednak autobiografia Raya Charlesa brzmi wiarygodnie („Brother Ray: Ray Charles’ Own Story” autorstwa Raya Charlesa i Davida Ritza). Otóż według Raya Charlesa w przypadku „What’d I Say” z konieczności złamał zasadę, której nie zmieniał od lat, nigdy nie grając na koncertach kompozycji, których wcześniej nie nagrał w studiu, a nawet nie wydał na płycie. „What’d I Say” zagrał co najmniej raz przed nagraniem studyjnym na koncercie, kiedy skończyły mu się pomysły, a było to po niemal 4 godzinach grania (z półgodzinną przerwą) gdzieś na środkowym zachodzie Stanów Zjednoczonych, w okolicach pierwszej w nocy w 1959 roku. Być może pomysł na utwór miał już gdzieś głęboko w głowie, ale ponoć „What’d I Say” powstał właśnie na estradzie w czasie koncertu. Ten koncert nie był rejestrowany, więc nie wiadomo, jak brzmiało to pierwsze wykonanie. Według Raya Charlesa – powiedział muzykom i wokalistkom The Raelettes – „Listen, I’m going to fool around and y’all just follow me” (w wolnym tłumaczeniu – „trochę się powygłupiam, a wy starajcie się nadążać”). Jeśli tak było i wymyślił to wszystko ad hoc na scenie, bez wcześniejszego planu i pod przymusem zagrania czegoś nowego, bo zagrał już tego wieczora wszystkie piosenki ze swojego repertuaru, to był geniuszem improwizacji. W sumie to był i bez tego muzycznym geniuszem.

Z tej scenicznej improwizacji wyszło „What’d I Say” o długości przekraczającej możliwości wciśnięcia utworu na singla, stąd dokonano rzeczy przedziwnej – utwór został w wersji singlowej podzielony na dwa osobne kawałki i umieszczony na dwu stronach singla, który szybko stał się przebojem. Niemal do końca kariery piosenka była najsmutniejszym fragmentem tysięcy koncertów Raya Charlesa, bowiem grał ją na koniec występu i fani wiedzieli, że trzeba iść do domu.

Rozpoznawczym sygnałem „What’d I Say” jest brzmienie Wurlitzera, którego Ray Charles zanim utwór powstał, zaczął zabierać w niekończące się trasy koncertowe, ponieważ nie ufał jakości fortepianów w salach, w których grał. Jeśli fortepian nie spełniał wymagań – Wurlitzer stał w odwodzie.

„What’d I Say” było sporym przebojem krótko po premierze singla i później albumu o tym samym tytule. Sam Ray Charles nagrał jeszcze później utwór kilka razy w wersjach koncertowych. Jak każdy dobry przebój, po kompozycję mistrza soulu sięgali inni wykonawcy. W 1963 roku na organach Hammonda wersję instrumentalną doskonale zagrał Jimmy Smith, a w 45 lat po przemierze oryginału, krótko po śmierci Raya Charlesa, jego kompozycje, w tym „What’d I Say” przypomniał John Scofield. To nagranie jest ciekawe nie tylko muzycznie. Warto zauważyć, że w jego nagraniu uczestniczył legendarny, wtedy już w sile wieku saksofonista David Fathead Newman, który uczestniczył również w oryginalnym nagraniu Raya Charlesa w 1959 roku i towarzyszył Charlesowi niemal przez dekadę. U Scofielda na Wurlitzerze, bez którego nie może obyć się dobre „What’d I Say” (chyba, że jest się Jimmy Smithem – wtedy Wurlitzera zastępują organy Hammonda), gra Larry Goldings, a chórek jest tak wybitny, że więcej gwiazd w chórkach zebrały tylko przedsięwzięcia charytatywne w rodzaju „We Are The World” Michaela Jacksona, czy „Sun City” Steve Van Zandta. U Scofielda – niestety tylko skromnie w chórkach, śpiewają „What’d I Say” Dr. John, Warren Haynes, John Meyer, Aaron Neville, Mavis Staples, Larry Goldings, Steve Jordan, Manolo Badrena, Lisa Fischer i Vaneese Thomas. Pozazdrościć chórku, choć i tak The Raelettes były lepsze…
Logo